2005-08-25

Dzień 5

Louvre c.d.

Ala jako mała dziewczynka patrząc na ten obraz zauważyła, że jest lustrzanie odbity względem zdjęcia które widziała wczesniej w albumie. Dostała za to swój pierwszy zestaw Playmobile.


100% kości słoniowej.




A teraz czas na karaty! Dużo karatów!!




Zrobiliśmy się głodni. Poszliśmy za Wisłe do dzielnicy łacińskiej. Wylądowaliśmy we francuskiej knajpie. Na początku wszystko było ok: menu, zamówienie, wino, przystawka. Nagle zauważyliśmy, że brudne naczynia były odkładane na nie zajęte stoły. Zrobiło się dziwnie. "Ludzie przyglądali się na siebie". Na główne danie czekaliśmy nie-wiem-jak-długo. Jedzenie całkiem ok.. ale spędziliśmy tam prawie 2h! Wszystko przez tą dziwną obsługę. Kelnerzy po każdy talerzyk latali oddzielnie.. Wszyscy goście wychodzili ze słowem "skandal!" na ustach. Mimo-wszystko-najedzeni wróciliśmy na Louvre.

Bardzo dziwna mumia..


Head & shoulders?




Gdy nam już zamkneli Louvre, wróciliśmy do domu. Zjedliśmy kolacje, a gdy zaczeło się ściemniać wzieliśmy wino i ruszyliśmy pod wieżę Eiffel'a. Gdy dotarliśmy wybiła 22 i wieża zaczeła się blink-blink co wzbudziło ogólne "aaaahhh!".

Na polach marsowych było sporo ludzi. Niektóre grupki urządzały sobie normalny piknik z całymi koszami jedzenia i winem. Do tego mieli koce, kieliszki i wszystko co na pikniku niezbedne. Fajnie to wyglądało bo było już kompletnie ciemno. My mieliśmy ze sobą tylko małe wino, które może i średnie, na tamtym trawniku smakowało doskonale.

Potem ruszyliśmy w stronę łuku triumfalnego. Niestety nie dostaliśmy się na wysepkę z łukiem, bo nam przed nosem chamy zamknęli przejście, ale i tak był ładny!


Na koniec dnia jedyna w swoim rodzaju podróż paryskim metrem o północy...