2005-08-29

Dzień 9

Nasz ostatni pelny dzien w Paryżu zaczelismy od wizyty w muzeum sztuki azjatyckiej. Widzielismy tam ze stu buddów, drugie tyle statuetek i rzeźb koni, bardzo, bardzo stare garnki i male figurki...

A ten pan tak sie złapal za glowe, ze az...
... ją sobie wyrwal.
A ten budda wyrwal sobie zgrabną azjatkę. Nieprzyzwoite!

Po obejrzeniu kilku pięter muzeumu z malym metlikiem w glowie dałem sie zaciagnac do miasta na tzw zakupy. Bylismy w jakims duzym sklepie z ciuchami... nie pamietam dokladnie, ale tam byly same baby i jakis taki nieogarniety chaos. Chyba gdzies miedzy wieszakami zostawilem swiadomosc. Kiedy ja na chwile odzyskalem postanowilem, ze wyjde i poczekam na Ale na zewnatrz. Pstryknalem wtedy kilka zdjec ulicy...




Alicja kupila sobie ladną imprezową koszulke z duzym dekoltem :).
Potem zahaczylismy o bazę i o 20 bylismy juz na Montmartrze. Po chwili bylismy juz w restauracji Refuge and Fondus. Od poczatku pobytu chcielismy tam pojsc, ale do 28go bylo zamkniete. Wlasnie w nasz ostatni dzien otwierali.
To dosyc nietypowa restauracja. Nie ma menu, bo serwuja tylko fondu i wino. Stoly sa ustawione jeden przy drugim w dwuch rzędach, wzdłuż knajpy. Osoby siadajace pod scianą musza przejsc po stole. Kiedy wchodzi kobieta z meżczyzna, podchodzi kelner wskazuje miejsce, odstawia krzeslo i podaje reke kobiecie, zeby jej pomoc przejsc nad stolem. Wino jest tam podawane w butelce ze smoczkiem (250ml).
Sciany sa zapelnione podpisami gosci z calego swiata.
Dzieki temu, ze stoly tak blisko siebie, a kolejni goscie sadzani kolejno obok siebie, towarzystwo szybko sie integruje.
Kelner zagadywal jakis ludzi. Pytal sie ich skad sa. Usłyszeliśmy "Poland" i sie do nich odezwalismy.. Okazalo sie, że chodzilo o "Holand". Ale zaraz odezwal sie do nas facet siedzacy po mojej lewicy. Okazalo sie, ze jest z Ukrainy, ale mowi tez po Polsku, bo kiedyś handlowal duzo w Krakowie. Od paru lat siedzi juz w Paryzu i swietnie mowi tez po Francusku. Siedziala z nim francuzka. Moglem sie z nia dogadac po Angielsku, bo nie mowie po francusku. Niestety ten facet-Igor-nie mowił po Angielsku, wiec na raz moglismy rozmawiac tylko trójkami, ale i tak sie dobrze rozmawialo.
Kilka butelek wina pozniej postanowilismy pojsc wypic jeszcze troche wina gdzies indziej.

Za Igorem i Bebe ruszylismy przez jakies podejrzane dzielnice do mieszkania, w ktorym Bebe miala pokoj. Juz nie pamietam o czym rozmawialismy... Nikt raczej nie pamieta. Bebe poscila jakas, jak twierdzila, polską muzykę, ale nie rozumialem z tego ani slowa, bo to bylo chyba po góralsku. Kiedy wszyscy bylismy juz pelni wina Igor z Bebe odprowadzili nas az na Plac de Clichy skad juz sami trafilismy do domu.

Zasnelismy bardzo szybko.